Złote karty i szept Thota: historia Tarota

Złoto Mediolanu: narodziny w renesansowych Włoszech
Kiedy tasujesz talię i wyciągasz Kapłankę albo Gwiazdę, trzymasz w dłoni obrazy, które mają prawie sześćset lat. Pierwsze talie przypominające Tarot powstały w północnych Włoszech w pierwszej połowie XV wieku. Nikt wtedy nie mówił jeszcze „Tarot” – karty nazywano trionfi, czyli „triumfy”.
Nazwa nie była przypadkowa. Włoskie dwory uwielbiały triumfalne pochody, a poeta Petrarka opisał w swoim poemacie Trionfi korowód alegorii, w którym Miłość zostaje pokonana przez Czystość, potem przychodzą Śmierć, Sława i Czas, a nad wszystkim triumfuje Wieczność. Badacze widzą w tych obrazach przodków kart takich jak Kochankowie, Śmierć czy Pustelnik.
Najstarszy znany zapis o takich kartach pochodzi z 16 września 1440 roku. Florencki notariusz Giusto Giusti zanotował w dzienniku, że podarował władcy Rimini, Sigismondowi Malatescie, specjalnie zamówioną talię ozdobioną jego herbem. Zapłacił za nią kwotę równą kilku tygodniom pracy wykwalifikowanego rzemieślnika.
Mniej więcej z tego samego czasu, z lat 40. XV wieku, pochodzi jedna z najwcześniejszych zachowanych talii – Visconti di Modrone. Pokazuje, że układ kart wciąż był płynny: oprócz znanych nam atutów miała jeszcze trzy cnoty – Wiarę, Nadzieję i Miłosierdzie – oraz dodatkowe figury dworskie.
Najsłynniejszym skarbem tej epoki są talie Visconti-Sforza, malowane dla książęcych rodów Mediolanu. Przypisuje się je pracowni Bonifacia Bemby. Ręcznie malowane na złotym i srebrnym tle, z herbami rodów na kartach, były raczej klejnotem i symbolem statusu niż narzędziem przepowiadania. Do dziś przetrwało kilkanaście takich talii, rozproszonych po muzeach i bibliotekach.
Florencja poszła niezależną drogą. Pierwsza wzmianka o tamtejszej grze minchiate pochodzi z 1466 roku. Jej talia liczyła aż 97 kart, bo wśród atutów znalazły się dodatkowo znaki zodiaku, cztery żywioły i cnoty. Gra była popularna przez kolejne stulecia i z Florencji rozeszła się po Włoszech i Francji.
Najbardziej kompletna z talii Visconti-Sforza, zwana Pierpont Morgan–Bergamo, zachowała się w 74 z 78 kart. Zaginęły Diabeł, Wieża, Trójka Mieczy i Rycerz Monet, więc współczesne reprodukcje uzupełniają je kartami namalowanymi od nowa. Pozostałe talie z tej rodziny przetrwały tylko we fragmentach.
Od pałaców do drukarni: Tarot Marsylski
Ręcznie malowane karty były luksusem dla nielicznych. Wszystko zmienił druk z drewnianych klocków: karty stały się tańsze i tak gra w tarocchi wypłynęła poza arystokratyczne bankiety, w ręce ludzi. W czasie wojen włoskich (1494–1559) francuscy i szwajcarscy żołnierze oraz kupcy przenieśli ją na północ, za Alpy.
Tak ukształtował się wzór znany dziś jako Tarot Marsylski – 78 kart: 22 atuty (późniejsze Arkana Wielkie) i 56 kart w czterech kolorach (Arkana Małe). To właśnie ta „zwyczajna” talia do gry stała się później płótnem dla okultystów.
Warto pamiętać, że przez kolejne stulecia Tarot był przede wszystkim grą. W wielu krajach Europy – we Francji, Austrii czy na Węgrzech – gra się w niego do dziś, zupełnie bez wróżenia.
Egipska legenda
Przełom nastąpił w Paryżu. W 1781 roku pastor i wolnomularz Antoine Court de Gébelin wydał ósmy tom swojego monumentalnego dzieła Le Monde primitif („Świat pierwotny”). Ogarnięty modną wówczas egiptomanią, uznał obrazy z Tarota Marsylskiego za zaszyfrowaną księgę mądrości starożytnych Egipcjan. W tym samym tomie hrabia de Mellet nazwał karty Księgą Thota i jako pierwszy opisał je jako narzędzie wróżbiarskie.
Dziś wiemy, że ta teoria nie ma żadnego oparcia w źródłach – hieroglify odczytano dopiero kilkadziesiąt lat później i nie znaleziono w nich śladu Tarota. Ale legenda okazała się silniejsza niż fakty.
Podchwycił ją Etteilla, czyli Jean-Baptiste Alliette. Już w 1770 roku wydał podręcznik wróżenia ze zwykłych kart, uznawany za najstarszy taki traktat na Zachodzie. W 1783 roku opublikował pierwszy podręcznik wróżenia z Tarota, a kilka lat później – talię zaprojektowaną specjalnie do wróżb. W 1790 roku założył nawet „Nową Szkołę Magii”. Można go nazwać pierwszym zawodowym tarocistą w historii.
Kabała, arkana i Złoty Brzask
W XIX wieku Tarot z wróżbiarskiej ciekawostki stał się filarem zachodniego okultyzmu. Kluczową postacią był Éliphas Lévi (właśc. Alphonse-Louis Constant). W latach 50. XIX wieku zauważył, że atutów jest 22 – dokładnie tyle, ile liter alfabetu hebrajskiego i ścieżek na kabalistycznym Drzewie Życia. Połączył te systemy w jedną całość, a Tarot stał się dla niego kluczem do całej wiedzy tajemnej.
Inny francuski autor, Paul Christian, wprowadził do obiegu słowo „arkana”, którym dziś nazywamy obie części talii. Z kolei Oswald Wirth w 1889 roku narysował pierwszy cykl Arkanów Wielkich pomyślany wyłącznie jako ezoteryczny.
Pałeczkę przejęli Brytyjczycy z Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, założonego w 1888 roku. Członkowie zakonu poprawili przypisania Léviego – zaczęli liczyć od Głupca jako karty zerowej – i powiązali karty z astrologią i żywiołami. Z tego środowiska wyrosły dwie najważniejsze talie XX wieku: Rider-Waite-Smith oraz późniejszy Tarot Thota Aleistera Crowleya i Lady Friedy Harris.
Pamela Colman Smith – czarodziejka, o której zapomniano
W 1909 roku poeta i mistyk Arthur Edward Waite zlecił artystce Pameli Colman Smith zaprojektowanie nowej talii 78 kart. Oboje należeli do Złotego Brzasku. Talię wydało londyńskie wydawnictwo Rider – stąd nazwa, pod którą znamy ją najczęściej.
To, co zrobiła Pamela, było rewolucją. Waite szczegółowo instruował ją przy Arkanach Wielkich, ale 56 kart Arkanów Małych zaprojektowała niemal samodzielnie. Zamiast powtarzać na nich same symbole kolorów – na przykład siedem kielichów – namalowała sceny z ludźmi, emocjami i historiami. Inspirowała się m.in. renesansową talią Sola-Busca. Dzięki temu każdą kartę da się „przeczytać” jak obraz, nawet bez znajomości kabały.
Niestety, za życia nie doczekała się uznania ani tantiem. Przez dziesięciolecia talię nazywano tylko „Rider-Waite”. Jej wkład zaczęto szerzej doceniać dopiero pod koniec XX wieku – stąd coraz popularniejsza nazwa Rider-Waite-Smith. Na każdej karcie wciąż widać jej drobny monogram, splecione litery P, C i S.
Tarot dziś: lustro zamiast wyroczni
Od książęcej rozrywki, przez „egipską księgę”, po narzędzie magów – Tarot zmieniał twarze wiele razy. Dziś istnieją tysiące talii, a większość z nich wciąż opiera się na układzie i obrazach Pameli Colman Smith. Coraz więcej osób sięga po karty nie po to, by poznać przyszłość, ale by lepiej zrozumieć siebie – jak po lustro, w którym symbole pomagają nazwać to, co czujemy.
I może właśnie to jest w Tarocie najbardziej magiczne: przez sześć wieków nikt nie zdołał zamknąć go w jednej definicji. Następnym razem, gdy wyciągniesz kartę, pomyśl, ile rąk ją przed Tobą tasowało.